Najdroższe auto w Polsce - Czy Aston Martin to rekord?

Aleksander Kubiak

Aleksander Kubiak

|

17 lipca 2026

Turkusowy Aston Martin, prawdopodobnie najdroższe auto w Polsce, na tle zimowego krajobrazu z ceglanym murem i płotem.

Odpowiedź nie jest tak prosta, bo najdroższe auto w Polsce zależy od tego, czy patrzymy na rekord sprzedaży, ogłoszenia w salonach, czy na rynek wtórny. W praktyce na szczycie pojawiają się przede wszystkim limitowane hiperauta i ultraluksusowe limuzyny, a różnice między nimi potrafią sięgać kilku, a nawet kilkunastu milionów złotych. Pokażę, które modele naprawdę budują ten pułap cenowy, dlaczego kosztują tyle, ile kosztują, i co trzeba brać pod uwagę, jeśli ktoś traktuje taki zakup poważnie.

Najważniejsze fakty o drogich autach w Polsce

  • Nie ma jednego oficjalnego rekordu dla całego rynku, bo inaczej wygląda cena transakcyjna, inaczej katalogowa, a inaczej ogłoszeniowa.
  • Najgłośniejszy publicznie opisywany zakup to Aston Martin Valkyrie za ok. 15 mln zł netto.
  • W salonach i ogłoszeniach najwyżej stoją Rolls-Royce, Ferrari, Lamborghini, Bugatti i Aston Martin.
  • Przy imporcie auta spoza UE dochodzą cło, VAT i akcyza, a sama akcyza dla silników powyżej 2000 cm3 wynosi 18,6%.
  • Zakup to dopiero początek - ubezpieczenie, serwis, opony i transport potrafią kosztować tyle, co nowe auto klasy średniej.

Najdroższe auto zależy od tego, co porównujesz

Patrzę na ten temat tak: w Polsce nie ma jednego urzędowego rankingu, który raz na zawsze wskazałby jeden model. Inaczej wygląda rekord transakcyjny, inaczej cena auta w oficjalnym konfiguratorze, a jeszcze inaczej stawka z ogłoszenia wystawionego na rynek wtórny.

Dlatego sensownie jest rozdzielić trzy sytuacje. Dopiero wtedy widać, skąd biorą się rozbieżności i dlaczego jedna odpowiedź bywa myląca.

Kategoria Co zwykle wygrywa Jak to czytać
Rekord znanej transakcji Aston Martin Valkyrie, ok. 15 mln zł netto To najgłośniejszy publicznie opisywany zakup w Polsce i punkt odniesienia dla rynku kolekcjonerskiego.
Nowe auto z polskiego rynku Rolls-Royce, Ferrari, Lamborghini, limitowane specyfikacje Tu liczy się cena katalogowa, wyposażenie i poziom personalizacji, a nie sama marka na masce.
Rynek ogłoszeń i egzotyków Bugatti, Ferrari SF90, Lamborghini SVJ, Rolls-Royce Phantom Ceny mocno pływają, bo zależą od przebiegu, historii, stanu i rzadkości egzemplarza.

Jeśli ktoś pyta mnie wprost o odpowiedź „na już”, to właśnie ten podział jest najuczciwszy. To prowadzi do pytania, które marki i modele faktycznie budują ten szczyt cenowy.

To marki premium wyznaczają górny sufit cenowy

W Polsce na samym szczycie wciąż najczęściej pojawiają się te same nazwiska: Rolls-Royce, Ferrari, Lamborghini, Aston Martin, McLaren oraz Bugatti. To nie jest przypadek. Te marki żyją z limitowanych serii, ręcznego wykończenia, mocnej personalizacji i bardzo małej skali produkcji.

Według danych Superauto w maju 2025 r. w Polsce zarejestrowano 12 Bentleyów, 6 Ferrari, 4 McLareny, 3 Astony Martiny, 3 Lamborghini i 1 Rolls-Royce'a. To dobrze pokazuje skalę rynku: mówimy o pojedynczych egzemplarzach, a nie o sprzedaży masowej.

W praktyce te marki dzielą się na trzy wyraźne grupy:

  • Rolls-Royce i Bentley - luksus, komfort, personalizacja i bardzo wysoka cena wejścia.
  • Ferrari i Lamborghini - moc, emocje i limitowane wersje, które szybko windują budżet.
  • Aston Martin, McLaren, Bugatti - rzadkość, kolekcjonerski charakter i rekordowe kwoty przy najmocniejszych odmianach.

Żeby lepiej zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, warto przejść od marek do konkretnych modeli i widełek cenowych. Tam najlepiej widać, co naprawdę składa się na wysoką cenę.

Te modele najlepiej pokazują, skąd biorą się milionowe kwoty

W przypadku superaut sama nazwa modelu to dopiero początek. Ostateczną cenę robią wersja, limitacja, wyposażenie, a czasem nawet kolor nadwozia czy detal w kabinie. Poniższe przykłady pokazują, jak szeroko potrafią rozjechać się kwoty w tej samej klasie aut.

Model Orientacyjna cena Dlaczego jest ważny
Aston Martin Valkyrie ok. 15 mln zł netto To najgłośniejszy publicznie opisywany rekord zakupu w Polsce i symbol ekstremalnej rzadkości.
Rolls-Royce Phantom Extended ok. 4-4,5 mln zł Pokazuje, że ultraluksusowa limuzyna potrafi kosztować więcej niż wiele domów.
Lamborghini Aventador SVJ ok. 3,75 mln zł brutto To dobry przykład seryjnego supercara, który w topowej specyfikacji wchodzi na poziom kilku milionów.
Ferrari 812 Competizione ok. 3,5 mln zł Limitowane V12, które łączy kolekcjonerski potencjał z czystą mechaniką i wysoką emocjonalnością.
Ferrari SF90 Stradale ok. 2,55 mln zł brutto Hybryda pokazująca, że nawet nowoczesna elektryfikacja nie musi oznaczać niższej ceny.
Bugatti Chiron ponad 10 mln zł To już poziom hiperauta, które bardziej przypomina przedmiot kolekcjonerski niż zwykły samochód.

Najważniejsza lekcja z tej tabeli jest prosta: nie płaci się tylko za osiągi. Płaci się za rzadkość, markę, ręczne wykonanie i status egzemplarza. I właśnie dlatego dwa samochody o podobnych parametrach potrafią dzielić miliony złotych różnicy. Sam model to jednak tylko część rachunku, bo druga zaczyna się przy podatkach.

Dlaczego cena tak łatwo rośnie po drodze do Polski

W tej klasie aut największą rolę grają trzy rzeczy: limitacja produkcji, personalizacja i koszty importu. Producent potrafi zacząć od mocnej ceny bazowej, ale klient z segmentu ultra-premium bardzo rzadko zamawia „goły” egzemplarz. Do tego dochodzą materiały, ręczne szycie wnętrza, niestandardowe lakiery, karbon i pakiety tworzone niemal pod jedną osobę.

Personalizacja potrafi podnieść rachunek szybciej niż moc silnika

W samochodach z tej półki dodatkowe 20 tys. zł za element wykończenia nie robi wrażenia tylko na papierze. W praktyce takich dodatków pojawia się kilkanaście albo kilkadziesiąt. Lakier na zamówienie, inna faktura skóry, karbonowe wstawki, ręcznie robione elementy kabiny czy indywidualne detale z numerem egzemplarza potrafią podbić cenę o setki tysięcy złotych.

Przeczytaj również: Audi Sportowe - S, RS, GT - Które wybrać? Poradnik

Import i podatki robią z drogiego auta jeszcze droższe auto

Jeśli samochód trafia do Polski spoza Unii Europejskiej, pojawiają się kolejne warstwy kosztów. Przy imporcie trzeba liczyć się z cłem, a VAT rozlicza się od wartości celnej powiększonej o należne cło. Do tego dochodzi akcyza, która dla samochodów osobowych z silnikiem powyżej 2000 cm3 wynosi 18,6%, a dla pozostałych aut osobowych 3,1%.

To nie są drobne kwoty. Przy aucie za 2 mln zł sama akcyza dla dużego silnika to 372 tys. zł, zanim pojawią się koszty transportu, przygotowania, rejestracji i ewentualnych opłat celnych. W segmencie luksusowym te różnice są naprawdę odczuwalne, bo każdy procent liczy się już na poziomie setek tysięcy złotych.

Właśnie dlatego w Polsce dużo łatwiej mówić o „pułapie cenowym” niż o jednej, stałej cenie. Kolejny krok jest jeszcze mniej intuicyjny: ile to wszystko kosztuje, kiedy auto już stoi w garażu?

Zakup to dopiero początek wydatków

Przy samochodzie za kilka milionów złotych utrzymanie nie jest dodatkiem do budżetu, tylko osobną kategorią wydatków. Ubezpieczenie, serwis, opony, transport lawetą, detailing i miejsce postojowe potrafią kosztować więcej niż roczny koszt eksploatacji popularnego auta rodzinnego.

W praktyce trzeba myśleć w takich widełkach: opony sportowe i duże felgi to często kilka lub kilkanaście tysięcy złotych za komplet, serwis okresowy potrafi kosztować od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy, a przy bardziej zaawansowanych układach hamulcowych rachunek rośnie jeszcze szybciej. Przy wyjątkowo drogich egzemplarzach sam AC bywa wyceniane w dziesiątkach tysięcy złotych rocznie, zależnie od historii kierowcy i wartości auta.

Auto Świat pisał, że przy Rolls-Royce Phantomie trzeba brać pod uwagę nie tylko minimum 2 mln zł na zakup, ale też kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie na kierowcę, ubezpieczenie i utrzymanie. I to jest dobre przypomnienie: w tej klasie samochód nie kosztuje raz, tylko kosztuje stale.

Największy błąd kupujących polega na tym, że patrzą na cenę zakupu i ignorują płynność rynku. Dobrze skonfigurowane auto limitowane może trzymać wartość, ale źle dobrana specyfikacja luksusowego modelu potrafi tracić szybciej niż zwykły samochód klasy średniej. Dlatego warto zadać sobie jeszcze jedno, praktyczne pytanie: czy taki zakup ma sens także poza emocjami?

Gdy cena ma znaczenie większe niż sam znak na masce

Jeśli patrzysz na takie auto jak na lokatę kapitału, liczą się trzy rzeczy: historia egzemplarza, komplet dokumentów i liczba wyprodukowanych sztuk. Im bardziej limitowana seria i im lepsza proweniencja, tym większa szansa, że samochód zachowa wartość albo nawet zyska. Jeśli jednak mówimy o zwykłej, choć bardzo drogiej specyfikacji, ryzyko spadku wartości nadal jest realne.

Dlatego przy takich autach nie pytam najpierw, ile mają koni mechanicznych. Najpierw sprawdzam, czy to naprawdę unikat, jak był serwisowany i czy ma sensowną historię. W segmencie superpremium właśnie te trzy elementy oddzielają drogi samochód od naprawdę cennego egzemplarza.

W Polsce rynek takich aut jest mały, ale bardzo wyraźny: rządzą nim Ferrari, Rolls-Royce, Lamborghini i kilka innych marek z absolutnego szczytu. Jeśli szukasz jednej odpowiedzi, najuczciwiej brzmi ona tak: rekord publicznie opisywanego zakupu należy do Astona Martina Valkyrie, ale realny rynek nowych i używanych egzotyków tworzą dziś przede wszystkim modele za od kilku do kilkunastu milionów złotych. I właśnie ten przedział najlepiej opisuje luksusową motoryzację w Polsce w 2026 roku.

FAQ - Najczęstsze pytania

Nie ma jednej odpowiedzi. Rekord transakcyjny to Aston Martin Valkyrie (ok. 15 mln zł netto). Na rynku nowych aut królują Rolls-Royce i Ferrari, a na wtórnym Bugatti czy Lamborghini, osiągające miliony złotych.

Na cenę wpływa limitacja produkcji, personalizacja (np. unikalne lakiery, wykończenia wnętrza), a także koszty importu spoza UE, takie jak cło, VAT i wysoka akcyza (18,6% dla silników powyżej 2000 cm3).

Zakup to początek. Ubezpieczenie (AC), serwis, opony i transport to dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych rocznie. Przykładem jest Rolls-Royce Phantom, którego miesięczne koszty utrzymania mogą wynosić kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Tylko w przypadku limitowanych egzemplarzy z pełną historią i dokumentacją, które mają potencjał kolekcjonerski. Standardowe, choć drogie specyfikacje mogą szybko tracić na wartości, podobnie jak auta klasy średniej.
Oceń artykuł

Średnia: 0.0 / 5 · 0 ocen

Tagi

najdroższe auto w polsce najdroższe samochody w polsce

Udostępnij artykuł

Autor Aleksander Kubiak
Aleksander Kubiak
Nazywam się Aleksander Kubiak i od 4 lat zajmuję się tematyką motoryzacyjną, szczególnie w zakresie serwisu i eksploatacji pojazdów. Moje zainteresowanie motoryzacją zaczęło się w dzieciństwie, kiedy to spędzałem godziny, obserwując mechaników w warsztatach. Z czasem postanowiłem połączyć tę pasję z pracą, co pozwoliło mi zgłębić wiele aspektów związanych z utrzymaniem pojazdów w dobrym stanie. Piszę przede wszystkim o praktycznych rozwiązaniach, które pomagają innym zrozumieć, jak dbać o swoje auta i unikać powszechnych błędów. Staram się zawsze weryfikować źródła informacji, porównywać różne podejścia i przedstawiać złożone zagadnienia w przystępny sposób. Moim celem jest dostarczanie rzetelnych, zrozumiałych i aktualnych treści, które będą pomocne dla każdego kierowcy.
Komentarze (0)
Dodaj komentarz